fbpx

Wystawa | Słuchaj echa | Kaja Prusinowska (POL)

Zapraszamy na wystawę prac Kai Prusinowskiej. Tak o artystce i jej twórczości pisze Romuald Demidenko:

A wraz z uderzeniem światła woda będzie w roślinach płynąć pulsem, przetaczać się i przemywać wnętrza, i uciekać z liścia wprost w powietrze, w płuca żab, w sierść myszy, wreszcie, na chwilę, w skropliny chmur. Dzień, noc. Wdech, wydech. Woda sączy się w zieleni po szlakach wewnętrznych anatomii.

fragment książki „Patyki, badyle” Urszuli Zajączkowskiej

Wystawa prezentuje opracowane cyfrowo obrazy, będące oryginalnie akwarelami oraz rysunkami na papierze wykonywanymi tuszem i kredkami, jak również prace tworzone rysikiem na tablecie. Ekspresja i lekkość tych prac uzyskana za pomocą farb wodnych, ale też przez rozmycie plamy barwnej, także tej wyświetlanej na ekranie ciekłokrystalicznym, skłaniają mnie, by nazwać je „płynącymi obrazami”. Nie mam jednak pewności, czy to określenie rzeczywiście oddaje ich charakter.

Kaja Prusinowska tworzy okładki albumów muzycznych i słuchowisk oraz animacje stanowiące tło koncertów czy spektakli, między innymi dla Muzykanckiej Kompanii Dziecięcej tworzonej wspólnie z Januszem Prusinowskim. Jej obrazy mają zwykle jaskrawą, intensywną kolorystykę, która mocno odcina się od częstego w nich ciemnego tła. Przypominają ornamenty albo wycinanki. Można w nich rozpoznać przede wszystkim świat pozaludzki: rośliny, ptaki i inne zwierzęta. Przywodzą na myśl karty z bajek i dawnych baśni, a zatem także pewien dziecięcy sposób widzenia świata. W tej perspektywie warto szukać jednego ze źródeł inspiracji artystki: wydaje się, że ukształtowały ją ilustracje z książek z dzieciństwa, ich okładki, tajemniczy świat rysunków Jana Marcina Szancera albo matki Muminków, Tove Jansson.

Do tych inspiracji należy też ornamentyka kultury tradycyjnej i skojarzenia, jakie wciąż budzi ludowość, nawet jeśli obcuje się z nią jedynie pośrednio. Są to ornamenty i motywy dekoracyjne dawnych wnętrz: haft, koronka, wycinanka. To w nich estetyka splatała się z funkcją, a to, co miało zdobić, było integralną częścią codziennego życia, nie zaś jego dodatkiem. Prusinowska odnosi się do tej tradycji, poszukując połączeń wizualnych z audialnymi i tworząc obrazy, w których przeszłość okazuje się bliższa współczesności niż zwykle sądzimy.

Śpiewaczka, malarka, etnopedagożka, autorka scenariuszy, melodii i scenografii oraz — jak sama podkreśla — mama piątki dzieci. Ten autokomentarz rozmiękcza typowy żargon notek biograficznych, a zarazem dobrze współbrzmi z licznymi działaniami śpiewno-warsztatowymi, które Prusinowska kieruje do dzieci. W swoich wypowiedziach chętnie wraca też do własnego dzieciństwa: odkąd pamięta, lubiła rysować, malować i śpiewać. Pierwsze muzyczne wykształcenie odebrała od babci, która często podśpiewywała, przywracając pamięć o piosenkach z różnych epok, wykonywanych w kilku językach i dialektach.

Jak to bywa z rysunkami, znaczenie odgrywa w nich odręczność, ślad wykonania i mniejsza lub większa niedoskonałość, co w przypadku autorki jest zabiegiem świadomym. Folklor obecny w jej zainteresowaniach muzycznych, jak i w formie rysunkowej, nie jest opowieścią o przeszłości, lecz raczej żywym przekaźnikiem wiedzy o wielo-świecie. Tytuły pieśni i treści zawarte w ich słowach kierują nas ku głębokiej symbolice połączeń ludzkich i roślinno-zwierzęcych, a może raczej ku otoczeniu więcej-niż-ludzkiemu. Idąc dalej: ku większemu roślinno-zwierzęcemu środowisku, bo na ilustracjach Kai Prusinowskiej jabłonka rosnąca w ogrodzie, jelonek i zając w lesie, kogucik, gołąbek, bociany na dachu czy paw rozkładający ogon obok papugi bywają czasem większe od postaci ludzkich.

Prusinowska jest nie tylko ilustratorką, ale też badaczką, poszukiwaczką i opowiadaczką wielokulturowości. Jej praca dotyczy mnogości, a więc często także niełatwych do opowiedzenia mikrohistorii regionów, których tradycje się przenikały, wciąż się od siebie odróżniając. Pieśni wykonywane głosami tak wobec siebie innymi — nie zawsze sprawdzałoby się powiedzenie „muzyka łagodzi obyczaje” — tworzą barwną mozaikę tożsamości, niedającą się zamknąć w jednej kategorii. Artystka daje jednak wgląd w tę wielo-rzeczywistość, z której się wywodzimy, sięgając po narzędzia wiedzy etnograficznej i pokazując, że nasze korzenie są nie tylko pochodzeniem, lecz także sposobem orientowania się w świecie.

Ten zwrot ku tradycji nie wydaje się więc powrotem do tego, co minione, lecz raczej próbą spojrzenia w stronę naturokultury — niejednorodnego sojuszu roślin i zwierząt, wielorodzinnego bytu, którego trwanie zależy od tego, co zostanie przekazane od poprzednich generacji. Artystka sięga do najbardziej fundamentalnych, niemal związanych z ziemią rodzinną historii dawnych pieśni, zapisuje je, nagrywa i bada, skąd przybyły oraz jakie znaczenia niosą. W tej muzycznej, ludowej liryce często pobrzmiewają wątki genealogii roślin, drzew owocowych i historii długiego trwania, splątane z losami ludzi z różnych regionów: od Polski zachodniej po dawne Kresy, od Kaszub do Czarnomorza.

W nazwach roślin często zapisane są ścieżki ich pochodzenia, bliższe i dalsze, łączące zwyczajność z wędrownością — tak ważną zarówno dla kultury ludzkiej, jak i roślinnej. Właśnie dlatego etymologie roślinne, ich drogi i przekształcenia, przywołują mniej lub bardziej chropowatą materialność kory, kolor łodyg czy kształt blaszek liści. Jednym z przykładów może być utwór „Śpiewając z górską łąką”, stworzony na zaproszenie malarki Agnieszki Brzeżańskiej, prezentowany podczas pandemicznej edycji Biennale Gherdeina. Realizując go, Kaja Prusinowska zdecydowała się odwrócić od tradycji liryki ludowej, w której rośliny reprezentują ludzi i ich cechy, proponując w zamian bardziej empatyczne spojrzenie na otoczenie i dostrojenie się do jego głosu.

Podobnie jak rośliny, tak i zwierzęta nie stanowią u Kai Prusinowskiej jedynie elementów pejzażu, lecz współtworzą świat relacji, od którego człowiek nigdy nie był oddzielony. Ptaki, konie, psy, zające czy koguty wprowadzają do obrazów wielowarstwowe narracje zakorzenione w dawnych pieśniach i ludowej wyobraźni. Artystka przywołuje rzeczywistość, w której zwierzęta pozostawały blisko ludzi, nierzadko dzieląc z nimi wspólną przestrzeń życia. Ślady tej bliskości zachowały się w słowach takich jak trzoda, chów czy czułym, obejmującym domowe zwierzęta wyrazie, gadzina. Pieśni utrwalają ten językowy obraz świata, pełen zdrobnień, zawołań i pieszczotliwych zwrotów, odsłaniając relacje oparte na współzależności, trosce i codziennym współbyciu. Zwierzęta nie pełnią tu roli ilustracyjnych motywów ani prostych symboli. Współtworzą znaczenia obrazów, przypominając o świecie rozumianym jako wspólnota żywych istot. W obliczu kryzysu klimatycznego prace Prusinowskiej można odczytać jako zapis utraty ginących relacji, ale i pieśni nadziei.

— Romuald Demidenko

Romuald Demidenko — kurator, historyk sztuki i okazjonalnie autor tekstów. Interesują go zagadnienia reprezentacji i dostępności oraz relacje między sztuką, humanistyką środowiskową i odmieńczością. Od 2008 roku realizuje w różnych formatach wystawy, programy publiczne i publikacje, w ostatnim czasie między innymi w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej w Słupsku i Ustce. Jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki — AICA.

Informacje praktyczne

Kiedy: 21-23 sierpnia, godz. 9.00-17.00
Gdzie: Warsztaty Kultury, Grodzka 7, brama
Wstęp wolny

Data

niedziela, 23 sierpnia 2026

Czas

09:00 - 17:00

Etykiety

niedziela

Lokalizacja

Warsztaty Kultury w Lublinie - brama
Grodzka 7

Inne lokalizacje

Grodzka 7 - patio
Kategoria